Skrzydłokwiat w domu

Kwiaty w domu, to temat „zmienny”; bo uzależniony od mody, trendów i pewnej świadomości lub nieświadomości. Wyjaśnię to najlepiej na przykładzie skrzydłokwiatu.

Kilkanaście lat temu był to jeden z najczęściej spotykanych domowych kwiatów. I nie bez powodu: ma duże, błyszczące, piękne, soczyście zielone liście (oczywiście jeśli nie zaniedbamy jego podlewania), a od czasu do czasu pojawiają się na nim białe kwiaty, kształtem podobne do owych liści, choć trochę mniejsze. Całość wygląda pięknie. Nie jest też trudny w „hodowli”.

Jakiś czas później, z wielu domów kwiaty te zniknęły, a to na skutek pojawienia się poglądu, że są szkodliwe. Ostrzegano, że trujące są jego liście i kwiaty, jeśli się je spożyje, i nie ważne ile osób żywi się kwiatkami z doniczek, trafiły do indeksu roślin zakazanych. Na marginesie należy dodać, że dużo roślin doniczkowych jest trujących, gdyż jest to naturalny system obronny roślin, które broniąc się nie uciekają, ani nie gryzą, a jedynie zawierają szkodliwe substancje, żeby się delikwent nauczył, że to nie marchewka.

Ale to nie wszystko. Mówiono także, że skrzydłokwiaty wydzielają toksyny (do powietrza) i że generalnie są szkodliwe w nocy, bo „zabierają tlen”. No cóż, rośliny oddychają, jak każde stworzenie na tej planecie. Pobierają tlen i oddają CO2. Tyle, że poza tym w procesie fotosyntezy (który przebiega pod wpływem światła), produkują tlen. Jeśli więc światła nie ma, to po prostu oddychają. To dość… normalne…

Teraz nadeszły dobre czasy dla skrzydłokwiatów. Myślę, że to pod wpływem mody na neutralne kolory w pomieszczeniach – biel i szarość, przełamane czasem kolorem drewna. Do tego zestawienia pasują kwiaty, a skrzydłokwiat, mimo wymienianych wcześniej wad, jest piękny. No i czytam od kilku tygodni na wielu portalach, że jest wręcz odwrotnie niż mówiono: że kwiat ten pochłania toksyny, filtruje powietrze, także z promieniowania, że nawilża powietrze, ale jednocześnie pochłania pleśnie (trochę mi to pachnie kitem, ale ok).

No więc wraca do łask…