Poświąteczna kreatywność

Przed Świętami się nagotowaliśmy i napiekliśmy, a po Świętach – jak co roku, a nawet jak dwa razy do roku – pojawił się problem „resztek”. To resztek jest w cudzysłowie, bo jest tego całkiem pokaźna ilość. W tym roku zostało mi wyjątkowo dużo, mimo iż starałam się ograniczyć gotowanie i pieczenie, bo pogoda sprzyjała wycieczkom i nie było przez cały dzień gadania: „no zjedz jeszcze trochę tego”. Żeby ograniczyć tradycyjne „jedz, bo się zmarnuje”, zamroziłam co się dało, z porcjami serników na czele, bo ostatnio się dowiedziałam, że tak można i że ciasto nie straci w ten sposób na smaku ani konsystencji. Zamroziłam też część mięsa. Odkryłam jednak sposób na świetne, szybkie danie. Otóż, jak co roku upiekłam karkówkę – w całości jako mięso do pieczywa (u nas nie jada się w zasadzie kupowanych szynek). Została tej karkówki ogromna ilość, bo poza nią była jeszcze pieczona szynka, schab ze śliwkami i z morelami, filet z gęsi i z indyka, i boczek (spokojnie, to nie tylko ja tak zaszalałam, ale i Rodzicielka). Ostatnio nie miałam pomysłu co zrobić na obiad, a też spieszyło mi się. Wrzuciłam więc do piekarnika ćwiartki ziemniaków i pociachałam karkówkę na takie wiórki jak się kroi gyrosa, obsypałam przyprawą do gyrosa i również w naczyniu wrzuciłam do piekarnika. Do tego zrobiłam dwa sosy: czosnkowy (majonez + śmietana + czosnek + sól + pieprz + koperek) i gyrosowy (majonez + śmietana + keczup + pieprz + przyprawa do gyrosa) i pokroiłam warzywa: kapustę pekińską, pomidory, ogórki. Wszystkie warzywa (+ kukurydzę) ułożyłam osobno (znaczy nie wymieszane) na talerzach, osobno też ziemniaczki i mięsko. Sosy były do samodzielnego polania wszystkiego. Wyszło pewnie mega kalorycznie, ale za to pysznie. Rodzinka była zachwycona; ja też, bo tym sposobem „rozeszło mi się” sporo karkówki i nie narobiłam się przy garach 🙂 Grunt to poświąteczna kreatywność 🙂 Muszę jeszcze tylko wymyślić co zrobić z czekoladowymi, albo raczej z pseudo-czekoladowymi królikami, które dostałam w kilku sklepach przed świętami w prezencie, bo na bank nikt z nas ich normalnie nie zje. Może można by je dodać do murzynka…