Przed świętami

No i już wiem, że moich wszystkich planów przedświątecznych nie zrealizuję. Wczoraj pięknie rozwaliłam sobie palucha rozłupując orzechy i teraz nawet z pisaniem mam problem, bo zwykle używam wszystkich, a co dopiero ze sprzątaniem. Muszę je przełożyć na „po świętach”. W zasadzie najchętniej wyjechałabym gdzieś, żeby ominąć szerokim łukiem tę krzątaninę. Jakoś w tym roku nie mam na nią ochoty. Niestety nie ominie mnie sprzątanie u teściowej, bo ostatnio nie najlepiej się czuje. Ale tak sobie myślę, że Mana oddeleguję do mycia okien, a mi zostaną tylko szafki kuchenne, komody w sypialni, meblościanka w saloniku i odkurzanie. Łazienkę zostawię Dziecku, niech się chlapie; jest wystarczająco duży (również dosłownie), żeby się tym zająć.

Pogoda nam się ochłodziła, ale za to jest słonecznie, więc generalnie lepiej, bo przez okno wygląda to cudownie i człowiekowi chce się żyć 🙂 Wstaje też się dobrze, bo jest widno, jasno, słonecznie. Budzę się ostatnio przed budzikiem, co jest u mnie nieczęstym zjawiskiem. Niestety przesunięcie zegarków za półtora tygodnia popsuje na jakiś czas tę sielankę. W sumie dobrze, że wypadają akurat święta, będzie dzień dłużej na aklimatyzację.

Przeczytałam właśnie na jednym z blogów, że Google chce sprzedawać informacje o nas firmom ubezpieczeniowym. No cóż, zbierają informacje i wiedzą bardzo dużo. I pewnie nie robią tego ot tak sobie. U nas protesty przeciwko śledzeniu przez policję, a tymczasem inni wiedzą dużo więcej i to od nas samych, i korzystają z dobrodziejstwa. Swoją drogą, ciekawe czy ludzie w końcu będą mieli dość tej inwigilacji i przerzucą się na mniej popularne wyszukiwarki.

No nic, trzeba kończyć i wziąć się do pracy, żeby nie trzaskać nadgodzin. Tym bardziej, że muszę jeszcze wybrać się na zakupy, bo już czas zamarynować mięso. Muszę też kupić świąteczny obrus, bo w zeszłym roku nam „się zepsuł” jak powiedziała bratanica 🙂 Doprawdy, w dzisiejszych czasach wszystko się psuje. Jakieś kiczowate te rzeczy 😉

Miłego dnia.